|
Przekaż swój 1% podatku dla PTT |
|
Sobota, 06 Luty 2010 00:00 |
|
Podobnie jak w ubiegłym roku w tym również można przekazać swój 1 % podatku na rzecz Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego...
Co należy zrobić, żeby przekazać 1 % dla PTT?
Wypełniając PIT-37 należy wpisać
poz.124: Polskie Towarzystwo Tatrzańskie Zarząd Główny, 30-549 Kraków ul.Traugutta 4
poz.125: 0000115547 poz.126: (wpisujemy wyliczoną kwotę 1% podatku)
poz.128: dla Oddziału...(jeśli chcesz, by pieniądze zasiliły wskazany O/PTT - np w Tarnowie)
Wypełniając PIT-36 należy wpisać tekst analogicznie jak wyżej, lecz uzupełniając pozycje:
poz.312: Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, Zarząd Główny, 30-549 Kraków ul.Traugutta 4 poz.313: 0000115547
poz.314: (wpisujemy wyliczoną kwotę 1% podatku) poz.311: dla Oddziału...
WSZYSTKIM DARCZYŃCOM SERDECZNIE DZIĘKUJEMY !
|
|
09-10.01.2010 Muzyczna Noc na Bereśniku |
|
Poniedziałek, 11 Styczeń 2010 22:08 |
|
Się działo... A zaczęło
się od sobotniej, porannej "szklaneczki" na drogach i chodnikach w Tarnowie.
Potem wg prognoz miało być jeszcze gorzej (marznące deszcze, śnieżyce,
halny...) Na szczęście my jesteśmy tacy, że musimy wszystko sprawdzić osobiście. Ruszamy...
Do New Sącza przyjeżdżamy z niewielkim opóźnieniem. Przesiadka do busika
i jazda do Gabonia. Tutaj czeka na nas kilkucentymetrowa warstwa śniegu
pokryta lodową glazurką. Po kilkudziesięciu minutach lód znika, śniegu z
każdą chwilą mniej i robi się coraz cieplej. Jednym słowem inwersja.
Momentami śnieg znika zupełnie, podobnie jak chmury (od czasu do czasu pojawia
się nawet błękit). Po dwóch godzinach z gęstej mgły wyłania się
schronisko na Prehybie. Jest też kilka centymetrów śniegu!!! Nie mamy żadnego
problemu ze znalezieniem miejsc w jadalni, gdyż... nie ma w niej nikogo. Po
godzince przed schroniskiem przyjmujemy do naszego oddziałowego grona
Edytę, Ilonę, Piotrka i Michała. Kiedy wędrujemy grzbietem w stronę
Dzwonkówki czujemy siłę halnego (w tym przypadku prognoza się sprawdza). Deszcz
pojawia się dopiero przed Bacówką pod Bereśnikiem i będzie padał około 3 minuty. Wokół bacówki resztki śniegu i błoto. W środku tłumy, ale udaje
się nam zająć trzy stoliki. Spędzimy przy nich sporo czasu, bo i zadań
przed nami moc. Świętujemy urodziny Berni oraz Prezesa (niestety bez
szanownego jubilata). W międzyczasie oglądamy slajdy, a potem rozpoczyna się
"orkiestrowanie"... Dużo by pisać, lepiej zobaczcie galerię. Było gorąco
(nawet bardzo), a za oknami lało jak z cebra. Niedzielne plany (Tylmanowa)
wzięły w łeb, pojawił się wariant S. (Szczawnica) Z kraju
napływają do nas informacje o zimowym katakliźmie (paraliż komunikacyjny). My
jednak bez żadnych przeszkód docieramy do Tarnowa. Jednak im bliżej domu
jesteśmy, tym więcej śniegu widzimy za oknami autobusu. Co za czasy (!) -
żeby zobaczyć zaspy, trzeba by pojechać do "stolicy". No, ale zima nie powiedziała jeszcze
ostatniego słowa w górach. TO SIEMA
|
|
27.12.2009 Poświąteczny spacer na Liwocz |
|
Niedziela, 27 Grudzień 2009 22:00 |
|
Święta minęły szybko, ciepło i rodzinnie. A ponieważ dostarczyliśmy organizmom "trochę" więcej niż zwykle kalorii, toteż musieliśmy coś z tym fantem zrobić. Już przed dwoma laty wymyśliliśmy tzw. "poświąteczne spacerki" mające na celu rozruszanie zastanych kości i oczyszczenie ciał po tych wszystkich barszczykach, uszkach, pierogach, karpiach... I oto kolejny ze spacerków za nami. Mało zimowy, ale na szczęście nie błotnisty (podziękowania dla Dziadka Mroza). Zaczął się jak na niedzielę przystało Mszą Świętą w naszym "garnizonowym" kościele xx. Filipinów. Pożegnani czule przez kapelanów wyruszyliśmy samochodami przez Tuchów, Ryglice, Joniny do Wisowej. Pogoda przyjemna i już po drodze pojawiają się Taterki (ale miła niespodzianka) oraz resztki śniegu w przydrożnych rowach (no w końcu jest zima). Za chwilę dołączyła do nas grupa z "Fasolowej Doliny" czyli Halinka z Bogusiem. Teraz w ruch idą kijki, spod butów aż dymi i w niespełna dwie godzinki dotarliśmy na Liwocz. Po drodze niektórzy z nas zaliczyli jeszcze zapomniany, zniszczony kirkut. W samo południe ucztujemy na widokowym tarasie pod krzyżem - a nad kaplicą. Niestety i tutaj dopadają nas kulinarne wspomnienia świąt. Jest radość, są widoki i nie chce się schodzić. Gdzieś z Kopy Kondrackiej pozdrawia nas Rafik. Nie możemy go dostrzec. Jednak i on i my widzimy wspólnie Rosochatkę i Jodłową. Rozpoczynamy zejście i po drugiej meldujemy się na "przyleśnym parkingu". Wracamy przez Zalasową i Skrzyszów. Za niespełna godzinkę jesteśmy już w domach, a spacerek przechodzi do historii i zasila "wyjazdy, które już są za nami".
|
|
05-06.12.2009 Mikołajki na Turbaczu |
|
Niedziela, 13 Grudzień 2009 22:08 |
|
Impreza narodziła się dwa lata temu i mamy nadzieję, że pożyje jeszcze kilka lat. Tradycyjnie już okres zwany popularnie "mikołajkami" spędzamy w Gorcach i w Schronisku na Turbaczu. Chętnych na spotkanie z Mikołajem było sporo (co roku jest więcej). Grono mogło być jeszcze liczniejsze, ale niestety grypa niektórym dała się we znaki. Mimo wszystko spora grupa zapaleńców wyruszyła w sobotę o 715 na południe od Tarnowa. Z pomocą PKS-u dotarliśmy do Nowego Sącza, skąd busikiem zajechaliśmy na Przełęcz Przysłop. Tutaj powitał nas chłód i mgła. Na szczęcie prognozy nie przewidywały żadnych opadów. I tak też było. Mimo dość ograniczonych panoram, w kilku grupkach wędrowalismy żółtym szlakiem w stronę Schroniska im. Władysława Orkana. Po drodze minęliśmy Jaworzynkę, Gorc Troszacki, Przełęcz Borek i Czoło Turbacza. Śladów październikowej zimy prawie nie dostrzegliśmy. Podobnie zresztą jak śladów turystów. Za to było ich pełno w schronisku. Długi grudniowy wieczór wypełniły urodziny Bogusia (...i jeszcze jeden i jeszcze raz...), śpiewy, rozmowy i czytelnictwo. Już po 2200 zameldowaliśmy się grzecznie w łóżeczkach. Chyba przeczuwaliśmy, że niedzielny poranek może okazać się wyjątkowy. I tak właśnie było. Mikołaj obdarował nas najwspanialszym prezentem. Jakim? Przekonacie się oglądając galeryjki (a będzie ich sporo). Po porannej jajecznicy lub żurku opuściliśmy gościnne schronisko i już po pięciu godzinach zameldowaliśmy się w Rzekach. A po drodze, znowu tradycyjnie na Jaworzynie Kamienickiej (przy Bulandowej Kapliczce) powiększyliśmy nasz Oddział PTT. No i była jeszcze ciepła herbatka na Gorcu i piweczko w Chacie w Rzekach. A potem pozostało tylko spłukanie gorczańskiego błota w Kamienicy, jazda busem do Sącza i powrót pociągiem do Tarnowa.
|
|
|
|